4 stycznia 2008
Po raz drugi
Byłem zmęczony, usypiałem już, normalnie masakra. Wieczorem położyłem się spać na wersalce ale tak jakoś (raczej sypiam bez poduszki) oparłem się o "poręcz". Nie czułem na początku ale była ona dość twarda i głowa mnie bolała od tego. No ale tak usnąłem. Obudziłem się, było już ciemno. Dziwnie się czułem, miałem zamknięte oczy, coś nie chciałem, albo nie chciało mi się ich otwierać. Po chwili słyszałem głośny dźwięk, nie wiem do czego porównać, samolotu? zakręciło mi się w głowie i zacząłem z bardzo szybką prędkością lecieć w górę. Bardzo szybko, bałem się trochę ale wiedziałem że opuszczam ciało i cieszyłem się z tego. Ale na darmo, oczy same mi się otworzyły i na tym się to wszystko skończyło.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)
